1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Kontakt

00-891 Warszawa
ul. Chłodna 3
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
NIP 527-23-12-733
KRS 0000159843
REGON 016400767

KRYNICA – UZDROWISKO

KRYNICA – UZDROWISKO

 

W roku którym Jaki budował w stolicy,

jedziemy się leczyć do Górskiej Krynicy.

Zjechali się wszyscy, jak który potrafił,

byleby bezpiecznie, no i każdy trafił.

 

Pierwszy był nasz Prezes, bo holował grupę,

zabrał z sobą Lidkę, no i miał swą (do rymu).

Ja z Krzyśkiem z Radzynia z Opolem przybyłem,

fajne towarzystwo w drodze nic nie piłem,

 

bo siedziała z boku prezes od trzeźwości

i mówiła, nie pij, bo połamiesz kości.

Mogłem zdrowia nie pić gdyby "incognito",

ale trzeba było, bo Marzenki pito.

 

Dobrze, że dziewczyna tylko włos zmieniła,

i swej serdeczności wcale nie straciła.

Znaczy to lecznictwo pożarnikom  służy,

znoszą bardzo dobrze trudności w podróży.

 

Aby zapamiętać, bo idzie amnezja,

nasze sanatorium ma nazwę „SILESIA”.

Niech jeszcze przypomnę, że w stołówce Szwecja,

możesz czuć się teraz jak dawniej „ubecja”.

 

Po obiedzie spacer, zwiedzamy Krynicę,

wieczorem ognisko – wolałbym kwaśnicę.

Ale przedtem trzeba spotkać Nikifora,

no i na Kiepurę też jest dobra pora.

 

Jeszcze kupić wodę Jana i Józefa,

słuchać opowieści przewodników szefa.

Chłop jest elokwentny- dobre ma gadanie,

"może zrobić fotkę Panowie i Panie?."

 

Dobrze szło się z góry ale czas powrotu,

to drogą pod górę- wymagała potu.

No a po kolacji wyruszamy w góry,

zagrzać się przy ogniu góralskiej kultury.

 

Na ognisku tylko kiełbaska się grzeje,

kapela przygrywa, pewnie się poleje.

Wysyłamy Krzyśka niech kiełbasę grzeje,

On jej nie przyniesie - do góralki zwieje.

 

Z którą będzie dziarsko wywijać hołubce,

a my bez zakąski, tak jak gołodupce.

Kapela nam grała, śpiewał jak kto może,

mnóstwo żartów było- tak częściej daj Boże.

 

Kończymy biesiadę, wracamy na swoje,

Prezes część zaprosił na swoje pokoje.

Zbyszkowi Kiepura w nocy się przypomniał,

chciał arię zaśpiewać, prezes Go upomniał.

 

I tak w wielkiej ciszy kończąc sumowanie,

idziemy w swe łoża na wielkie chrapanie.

Rano wstawać trzeba i iść na zabiegi,

one nam pomogą, lub będziem lebiegi.

 

Pączuś mi pokazał, a ja Wam wykraczę,

jak to wyglądają sanatoryjni posuwacze.

Wspomnieć nie omieszkam taka maja rola,

że świetnie się trzyma Janek i Mariola.

 

Cieszę się gdy widzę kwartet z Zamojszczyzny,

w postać trzech dziewczyn, jednego mężczyzny.

Takiemu to dobrze, zewsząd pomoc płynie,

ale uważajcie bo moc jest w Grażynie.

 

Podobny przypadek lecz w mniejszym zakresie,

ma kolega Mietek w obsługi biznesie.

Ale chłop w porządku wozi swoje panie,

umie zameldować idąc na śniadanie.

 

Zapoznałem Waldka, jest to człek stateczny,

do tego myśliwy, dla innych serdeczny.

Produkuje krówki, jedną próbowałem,

zwą go cukiernikiem, żony nie poznałem.

 

Chociaż wiem to która, no i zwie się Stasia.

wiele nie straciła nie znając Adasia.

W zapoznaniu małżeństw jestem strasznie marny,

ale wiem którzy to Grażyna i Krzysztof Czarny.

 

Jest od dawna z nami Gabriel i Danusia,

Jego dobrze słychać, żoneczka jak trusia.

Apel do Gabrysia taki tu zanoszę,

zapisz się do chóru o to Ciebie proszę.

 

Mógłbyś i ze Zbyszkiem śpiewać piękne arie,

ja bym Wam tez pomógł, nie byłoby marnie.

Wzięlibyśmy jeszcze Józka łęczyńskiego,

On by nam zaśpiewał marsza weselnego.

 

Józek cicho siedzi bo żoneczka z boku,

gdyby jej nie było pieśń szła by w natłoku.

Krzysztof z Urzędowa, mam go za sąsiada,

Ewa żona Jego czasami zagada.

 

Chociaż On basenem często jest zajęty,

ciągnie z sobą Ewę, wie że nikt nie święty.

Wiem coś o Zygmuncie ale nie od Zosi,

że miał dobry trunek, tylko nie zaprosił.

 

Marek co w Karczmiskach nie robi hałasu,

ze swoja Renatką nie marnują czasu.

Leszek oraz Ewa znani mi z Sopotu,

wierni turystyce pomimo kłopotu.

 

Taką parę trzeba szanować specjalnie ,

za cholerę nie wiesz na kogo coś spadnie.

Znam też parę singli Zbyszka i Konrada,

chłopy jeszcze młode, każda z nimi gada.

 

Józek ten co brodę ma prawie do pasa,

w tej kwestii najlepszy, każdego zakasa.

Śpi razem z Krzysztofem, ten to nie ma brody,

za nim nie nadążysz taki chłop ma chody.

 

Koszulka pod krawat i już nie ma Krzycha,

gdzie chodzi nikt nie wie i czym chłop oddycha.

Tańcor z niego przedni nawet discopola,

niech się chłop zabawi taka jego rola.

 

Są jeszcze kobietki z samego Lublina,

z imienia wymienię Lidka, Ela i Lucyna.

Chodzą bezszelestnie, prawie ich nie słychać,

widać przyjechały tutaj pooddychać.

 

Innych nie poznałem nie było okazji,

jednak mam nadzieję, że mi są przyjaźni.

W środę jeździliśmy do bliskiej Słowacji,

w siarce ciało moczyć w ramach demokracji.

 

Moczył jak kto umiał i jakie miał zdrowie,

dobrze nam tam było, każdy tak odpowie.

A po drodze jeszcze do sklepu wpadliśmy,

wszelkiej "potrawiny" tam nakupiliśmy.

 

Teraz trzeba będzie targać to do domu,

i się zastanawiać komu dać to ,komu?.

Do samego piątku słońce nam świeciło,

później chmury wyszły, lecz wciąż było miło.

 

Zabiegi pobrane, wypite napoje,

czas do domu wracać gdzie królestwo swoje.

Jeśli obraziłem wybaczenia proszę,

ja pieśń zakończyłem i się już wynoszę.

 

Jeszcze tylko apel do Staszka wygłoszę

szykuj nam następny w ich imieniu proszę.!!!

Krynica 20.10.2018
Adam Maluga

Odszedł na wieczną służbę

krzyz zalobny 

Z głębokim żalem zawiadamiamy, że w dniu 21 września 2018r. odszedł na wieczną służbę

asp.szt. w st. spocz. Jan Kopka

Prezes  Honorowy Zarządu Koła ZEiRP RP w Łęczycy. 

 Uroczystości pogrzebowe odbędą się w Kościele Parafialnym p.w. Swiętego Marcina w miejscowości Siedlec k/Łęczycy w dniu 25 września 2018r.

o godz. 14.00 skąd nastąpi wyprowadzenie na Cmentarz Parafialny.

Cześć jego pamięci !

    Rodzinie zmarłego składamy wyrazy szczerego współczucia.

Zarząd Wojewódzki ZEiRP RP  Łodzi 

Piątkowe pozdrowienia

1.

Wsadzili 70 letniego dziadka do więzienia. 
Dziadek wchodzi do celi pełnej strasznych zakapiorów: 
- Za co cię posadzili dziadygo? 
- Za figle. 
- Za jakie k*rwa figle?! Co ty będziesz kit wciskał, gadaj zgredzie za co, bo po Tobie! 
- To ja to mogę pokazać - mówi dziadzio. 
- Ta? No to pokaż! - mówi zaintrygowany herszt celi. 
Dziadzio przeżegnawszy się bierze wiadro służące w celi za ubikację i puka w drzwi. 
Kiedy uchylił się judasz, dziadzio chlust zawartością wiadra przez judasz, odstawił wiadro na miejsce i stanął obok drzwi na baczność. 
Po chwili drzwi się otwierają, staje w nich gromada wku**ionych klawiszy, w tym jeden wysmarowany gównem, i mówią: 
- Dziadek, ty się odsuń na bok, żeby ci się przypadkiem nie oberwało.

2.

Był sobie Ślązak, który był strasznie bogaty i miał bardzo dobre serce. 
Pomagał biednym dzieciom jak i ludziom. 
jego jedyną wadą był jego wygląd. 
Był okropnie brzydki. 
Pewnego dnia pomyślał o operacji plastycznej, przecież miał dość pieniędzy. 
Zrobił więc sobie operację, wyglądał już dużo lepiej. 
Nazajutrz po owym wydarzeniu potrącił go samochód i zginął. 
Będąc w niebie spytał Boga: 
- Boże, czemuś mi to zrobił. Byłem dobry, pomagałem ludziom i chodziłem do kościoła! 
- Alojz!! Jo cie nie poznoł!!

3.

Żona wściekła na męża dzwoni na jego komurę: 
- Gdzie ty się szwędasz? 
On na to spokojnie: 
- Kochanie, czy pamiętasz ten sklep jubilerski w którym ci się podobał ten złoty naszyjnik z perełką? 
- Ależ oczywiście misiu - spuszcza z tonu żona. 
- No to jestem w knajpie obok.

4.

Przychodzi Tusk do wróżki i mówi: 
- Opowiedz mi o mojej przyszłości. 
- Widzę, że jedziesz odkrytym, długim samochodem, a wokół samochodu setki tysięcy Polaków. 
Donald się uśmiecha. 
Wróżka komentuje: 
- Widzę, że ludzie są bardzo zadowoleni, stoją z flagami, krzyczą radośnie i mają szczęśliwe twarze. 
- Kochają mnie... A czy ściskam im ręce? 
- Nie 
- A dlaczego? 
- Trumna jest zamknięta.

5.

Policjant zatrzymuje blondynkę za przekroczenie prędkości. 
-Dzień dobry. Widzi pani, co to jest? (pokazuje na radar) 
-Dzień dobry. Nie. Co to? Suszareczka? 
-He he he. Nie, proszę pani. To jest radar. I co my tu mamy? Widzi pani te cyferki? 
-140. Widzę. 
-No właśnie. Prawo jazdy proszę i dowód rejestracyjny samochodu. 
-Nie mam. 
-Jak to pani nie ma? 
-No, bo widzi pan, tak to wszystko się dzisiaj szybko działo...i ten samochód nie jest mój. 
-Jak to nie pani? 
-No tak, ukradłam go. Bo jak zabiliśmy tamtą kobietę, to trzeba było jakoś pozbyć się zwłok, a ja nie chciałam brudzić swojego auta, więc ukradłam to i zapakowałam zwłoki do bagażnika. I teraz tak szybko jadę, żeby jak najszybciej pozbyć się ciała. 
-To ma pani na dodatek trupa w bagażniku?! Proszę wysiąść, ręce na maskę i nie ruszać się! 
Policjant dzwoni po wsparcie: 
-Mam tu trupa w bagażniku, kradzież samochodu i przekroczenie prędkości. 
Za chwilę cała ekipa z ostrą bronią. 
Dowodzący podchodzi do kobiety: 
-Ma pani jakieś dokumenty? 
-Mam, ale w samochodzie w skrytce. Mogę wyciągnąć? 
Po czym sięga do skrytki, podaje dokumenty, prawo jazdy i dowód rejestracyjny samochodu. Wszystko w największym porządku. 
-Jak to, to nie jest kradziony samochód?! 
-Nie, skądże, to mój samochód. 
-To proszę otworzyć bagażnik. 
Blondynka otwiera bagażnik, a tam porządek, trójkąt ostrzegawczy na miejscu, koło zapasowe itp... 
Dowódca zdezorientowany: 
-No jak to, mamy zgłoszenie, że samochód kradziony, w bagażniku trup... 
-...i co jeszcze naopowiadał, może że niby prędkość przekroczyłam?

WYCIECZKA NA KRETĘ

W roku w którym prezes pokonał "ubecję",

lecimy odpocząć na upadłą Grecję.

 

Jak upadłość sprawdzić dobrze państwo wiecie,

13 września lądujemy na Krecie.

 

Wyspa z turystyki i z oliwek słynie,

można tu się zagrzać - cieplej jak w Lublinie.

 

Chyba będzie dobrze w naszych głowach świta ,

bo hotel możliwy i nazwę ma Vita.

 

W pierwszym dniu wieczorek nosił nazwę " Grecki " ,

trwały ostre tańce , w górę poszły kiecki.

 

Kilku tu tancerzy wymienić wypada,

pierwszego Mariana, co rękami gada,

 

Tańczył też i Mietek- ten od fotografii,

Marian oraz Paweł też tańczyć potrafi.

 

Większość z nich by chciała zostawić blondynki,

aby tylko porwać do tańca murzynki.

 

 

Jak sie dowiedziałem - doszły do mnie słuchy ,

odmawiały tańca tym co noszą brzuchy.

 

Jeśli dalej będzie aż tyle jedzenia,

to panowie "ptaszkom" mówcie dowidzenia.

 

Drugi wieczór przeszedł na ściąganiu butów,

tańców juz nie było dla naszych " kogutów ".

 

W piątek grzeje równo więc idziem nad morze,

z nadzieją , że dzisiaj coś się zdarzyć może.

 

Znamy wszystkie bary , gdzie serwują drinki ,

o której godzinie w nich podają trunki.

 

Ale w tym napoju więcej jest toniku ,

jak dużo wypiłeś to robiłeś siku.

 

Chodzimy codziennie kąpać się nad morze,

plaża kamienista , że pożal się Boże.

 

Trzeba przyznać również , że jest kupa piachu,

możesz na nim leżeć jeśli nie masz strachu.

 

No bo słońce grzeje i opala lica,

czasem sie pokaże jakaś fajna "świca".

 

 

 

Wtedy wszystkie chłopy ślą za nią spojrzenia,

no bo w stadzie karpi zobaczyli klenia.

 

Wreszcie na sobotę wyznaczono tańce,

będzie mniej jedzenia , ale będą walce.

 

No i  wreszcie chłopy będą trochę w ruchu,

będzie disco polo - lecz to wszystko słuchy.

 

Byłem złym prorokiem , źle przepowiedziałem,

bo się po niektórych więcej spodziewałem.

 

Trzeba by coś zmienić w tej rzeczywistości,

nie dać wpuszczać się w maliny w tej byle jakości.

 

Wreszcie pani Jola iluzję "poniała",

zostawiła kopaliny, grupę pokochała.

 

W poniedziałek pędzą aż do Santorini,

ja na miejscu pozostałem - miałem program mini.

 

No bo po cholerę pokonywać takie trasy,

jeśli mieszkasz w Białymstoku, a zwiedzasz arrasy.

 

Trzeba było z góry przewidzieć co piękne,

i zamieszkać trochę bliżej by nie "dawać w piętkę".

 

Ogólnie rzecz biorąc grupa jest szczęśliwa,

bo wypad do Santorini , kosztował 6 piwa.

 

We wtorek tez wyjazd do bliskiej Eloundy,

a potem stateczkiem , wypad nie był trudny.

 

Trzeba było z marszu zdobyć kawał wieży,

Co się na tej wyspie działo , mało kto uwierzy.

 

A w drodze powrotnej jeszcze plażowanie,

i ogólnie rzecz ujmując wielkie grilowanie.

 

I takim sposobem program wyczerpany,

dwudziestego wylatujem na Lublin kochany.

 

Jeszcze tylko apel do prezesa Marka,

za rok na Maderę - grupa tego warta.

 

Kreta, 20 września 2017

Autor tekstu:   Adam Maluga

Licznik odwiedzin

4890721
Dziś
Wczoraj
Ten tydzień
Poprzedni tydzień
Ten miesiąc
Poprzedni miesiąc
Całkowity
326
3229
15116
4234021
40749
77325
4890721